2016/10/03

Kino, Detroit i...

W kinie byłam ostatni raz może rok temu - film interesujący - ale, mało z niego pamiętam. Byłam z kuzynką, jej drugim mężem i jego kolegą. Siedzę przed telewizorem i oglądam ten sam film, który wtedy oglądałam w kinie. Teraz sama, opatulona grubym swetrem w fotelu pachnącym przypaloną kawą. Czemu akurat tak pachnie - nie wiem. 



Wracając pamięcią do wydarzeń sprzed roku. Byłam grzeczna, jak mało kiedy. Kolega siedział obok mnie a kuzynka i jej facet obok mojego kolegi po prawej. 

Film rozkręcał się w stronę bardziej horroru niż dramatu - przypominał mi trochę "Wilczycę" Marka Piestraka - ale, nie pamiętam nawet tytułu - produkcja amerykańska z lektorem - lektor siedział trzy rzędy przed nami. Siedzę, oglądam ten sam film i mam amnezję - w głowie same wspomnienia. 

Gdy, robiło się zupełnie ciemno - kuzynka poruszała się nerwowo - jej facet - to, jakiś napaleniec - nie dawał jej spokojnie oglądać. Byli ze sobą chyba trzy lata z małym hakiem - a ciągle wydawało się, że ona ją podrywa od nowa. Jego ręka ciągle błądziła po jej nogach - zachowywał się tak, jakby był chory nerwowo - musiał kłaść rękę tam, gdzie normalnie nie powinien. Co, ona na to? Właśnie - ta idiotka pozwalała mu na takie zachowania - chociaż, ją to wkurzało. 

Ktoś z tylnych rzędów komentował sceny od podtekście erotycznym - chociaż fabuła filmu była pokrętna - to, na mnie nie robiło to wrażenia. Takie historie bywają codziennością w tych czasach - tylko ludzie to ukrywają.  Jakaż błazenada - dorośli ludzie a zachowywali się tak, jak licealiści pierwszy raz odwiedzający kino z filmem od lat osiemnastu. Film amerykański - a scenariusz - to, chyba kupili od jakiegoś Polaka - bo, imiona trojga bohaterów to: Anna, Marta i Wanda. Takie polskie jakieś - ale, nie było o tym dokładnie nic powiedziane. Sceny filmu - to, okolice Detroit - gdzie, polskich emigrantów od kilku wieków nie brakowało. Najbardziej Wanda - brzmiało po polsku. Anna była bibliotekarką, Marta była inwalidką pracującą w obsłudze klienta przychodni rejonowej - a Wanda - właśnie - ta była żoną przedsiębiorcy pogrzebowego, którego nazwisko brzmiało tak dziwacznie jakoś Janowsky lub Janowiak, albo Jankowsky - typowo polskie - dlatego, może Detroit położone blisko Chicago kojarzono także z Polakami. 

"Wilczyca" - ten film mogłabym nagrać sama a scenariusz byłby jeszcze bardziej wciągający. Nie ominęłabym wątku zawiści i podstępu dla osiągnięcia celu - tak, jak to roiło się wiele razy w mojej głowie. Wiecznie mi brakowało zaspokojenia zwierzęcego instynktu posiadania swojego terytorium. 

Kuzynka syknęła - nawet nie próbowałam na nią spojrzeć - chyba, nie byłby to dobry pomysł teraz patrzeć na nią. 

Natomiast mój kompan zachowywał się jak prawiczek - ściskał dłonie między kolanami - gdy, zza rogu wyskakiwała pokraka jakaś strasząca trzy bohaterki filmu wracające z knajpki, gdzie wypiły o kilka drinków za wiele. - Ta Wanda, od tego przedsiębiorcy pogrzebowego ciągle panikowała - ręce jej latały, jakby była lekko upośledzona a ona oświadczała swoim przyjaciółkom, że ze strachu miała orgazm. - Szalona jakaś - bo, te dwie patrzyły na nią, jak na nawiedzoną. Marta pytała się jej - czy, mąż to wraca z tej pracy przy nieboszczykach trzeźwy, czy wstawiony i pada na łóżko a ona go oporządza do spania. W odpowiedzi słyszały, że mąż jest nie tylko abstynentem - ale, ćwiczy jogę i trenuje wspinaczkę górską. - Było pozamiatane - trzy "wilczyce" wybierały się na miasto i polowały na prawdziwych facetów a nie na pasjonatów jogi i wspinaczek górskich pochłaniających w facetach całą energię. 

One potrzebowały budowlańców, którzy łazili w dżinsach, nosili kaski na głowach, pasy robocze z młotkami do wbijania gwoździ - którzy byli silni, sprawni a przede wszystkim na delegacji z dala od domu. Potrzebowały pachnących potem facetów - to, je kręciło. 

Mnie też kręcili budowlańcy - ale, tacy z wyższym wykształceniem - inżynierowie - nie koniecznie pracujący na budowie. Za to interesowali mnie faceci w kaskach na głowach - kojarzyło mi się z bezpieczeństwem takich relacji. Facet w kasku jest taki twardy. Kojarzyło mi się to jednoznacznie. 

Film kończył się - mój kolega ściskający dłonie między kolanami zaproponował mi, że mnie odwiezie do domu swoim samochodem. Przyjechałam z kuzynką i jej facetem - ale, co mi tam - przecież nikt nie zakazał mi wracać z kim chcę. Zgodziłam się - do dzisiaj nie żałuję tej decyzji... - chociaż, minął już rok - to, nadal czasem go widuję i mamy kontakt telefoniczny. 

Detroit będzie zawsze kojarzyło mi się z facetami w żółtych kaskach budowlanych, potem i koszulami flanelowymi. 

*fragment fikcji literackiej - fragment książki - prawa autorskie zastrzeżone

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane