2016/11/21

Rosyjska ruletka



Trzy butelki wina i jedna butelka wódki, paczka cukierków delikatesowych i ptasie mleczko, tiramisu - nazwa sama mówi wszystko - tyle zrobiliśmy zakupów. Było nas czworo - w hotelu czekały na nas trzy pokoje z łazienkami. Trzy? - Tak, trzy. Dwa małe i jeden apartamentowiec mający dwa pomieszczenia z łazienką, balkon z widokiem na Giewont - co, pozwala na oderwanie oczu od szarości dnia. Spałam w tym hotelu kilka razy. Przeważnie sama w pokoju. Tym razem miało być inaczej. Wrzesień sprzyja spacerom po górach i ich dolinach. Plecak, obuwie trekingowe, czekan, gogle przeciwsłoneczne - które przydawały się także w czasie silnego wiatru - zapobiegając łzawieniu.
 
Jechaliśmy samochodem - ale, było koszmarnie. Stary rupieć z niemieckiej fabryki charczał pod każdą górkę. Maciek - mój wieloletni przyjaciel - dyplomowany geograf pasjonujący się polskimi górami, Ewa i Darek oraz ja i sporo bagażu w passacie mających chyba piętnaście lat. Cóż - takie warunki - naukowcy wydają fortunę na podróże i sprzęt fotograficzny oraz elektroniczny do pomiarów - ja, w sumie nie mając nic wspólnego z ich pracą zawodową byłam doskonałym katalizatorem w czasie ich rozmów - to, dzięki mnie odrywali się od rozmów na tematy zawodowe. Nikt tak, jak ja nie potrafił naprowadzić towarzystwa na "właściwy" temat podczas wyjazdu integracyjnego w góry. Mogłabym pisać pracę magisterską w tym zakresie. Znałam tak wiele sposobów uprzyjemniania życia nie wielkim kosztem - moi znajomi wpadali w podziw - że, wystarczy dobre towarzystwo, wystarczy zdjąć to, co niepotrzebne - z siebie - a atmosfera robi się od razu swobodna. Tak, też planowany był ten wyjazd "integracyjny". Integrować mieliśmy nasze poglądy na przemiany dziejowe w kraju oraz udział w unikaniu płacenia za to, co można pominąć.

Drzwi otworzyły się jakby same - wiadomo - niemiecki samochód. - Powiało powietrzem opadającym z gór - inne niż nizinne. Dojechaliśmy cało i zdrowo - byłam podniecona tak bardzo, że aż krzyknęłam na cały głos - "jesteśmy" - tak, jakby ktoś oczekiwał na taki komunikat. Nic z tego - to, tylko moja fantazja i polot. Maciek zaciągnął hamulec ręczny - robił to tak, jakby zatrzymywał samochód w biegu. Ewa i Darek powypinali się z pasów. Spojrzałam na Giewont - od razu przypomniały mi się sprośne powiedzonka i zrobiło mi się na duchu lżej. Sprośność nosiłam zamiast szminki na ustach. Usta - ach, te usta gorące - pomyślałam o Maćku - żeby on wiedział co go czeka. Ale, nie wie i na razie niech poczeka spokojnie - chociaż, ze spokojem u niego nie najlepiej. Nerwowy i narwany jakiś.

Cholernie trudno jest godzić wiele ról w jednym czasie - dlatego, odcinałam się od tego, co za mną i brnęłam w to, co przede mną. Widać pisane mi jest to od zawsze i na zawsze.

Piłam z gwinta - pierwszy raz w życiu - puściły hamulce wszystkim - totalny odjazd. Zaczęło się niewinnie od propozycji pokera rozbieranego - w pewnym momencie wszystko nabrało różowego koloru - siedziałam z cyckami wywalonymi na brzuchu i wcale się nie wstydziłam - patrząc jak Maciek skrywa swojego fiutka między udami - przegrywał prawie każdą kolejkę. Był goły i wesoły - alkohol robił swoje - ale, także nie polepszał jego wyglądu - obrośnięty prawie jak goryl z nogami chudymi jak patyki a żebra wystające - jakby nie jadał. Mnie interesowało to, co skrywa między udami. Wygrywałam - to, znaczy - że, moi towarzysze padali i się rozbierali jakby na moje życzenie. Ja, straciłam tylko bluzkę i stanik - trochę chwilami się krępowałam swoich wałeczków - ale, przecież to było takie naturalne u kobiety nie uprawiającej żadnego sportu a jedynym sportem był maraton francuski i to z przewagą martwego ciągu.

Ewa siedziała tylko w majtkach - lecz, ona wyglądała jakby wyszła z sali gimnastycznej - chociaż, też ukrywała cellulit - jednak, miała kilka felerów - jej piersi były małe a jednocześnie jakby niedojrzałe - spoglądałam na nią jakbym jej pożądała - co, wyczuwała. Uciekłam wzrokiem na butelkę. - Wypadło na Darka. Zdejmował skarpetkę i miał z tym problem - nie obcinał paznokci pewnie z dwa miesiące. Zarumienił się - przy blasku świec - dziwny facet - bo, kasy mu nie brakowało na salon urody dla facetów. A jednak wpadł. Polewania nie było końca. Wszystkim zakręciło się w głowach, Siadłam na prawym pośladku - pozwoliło to uwypuklić uda - mocne, wielkie a zarazem takie nadające się do żeglowania po nich. Maciek zaczął przybierać śmielsze pozy. Ujawniając co skrywa. Oniemiałam - ale, nie zaniemówiłam - wręcz przeciwnie w uniesieniu krzyknęłam jakoś bez powodu a może powodem było to "coś".

Nie pamiętam z kim, ile razy spałam tej nocy - nie pamiętam w sumie nic szczególnego... - obudziłam się przed południem - Darek z Ewą spali u siebie - Maciek siedział w fotelu - oglądał film - nie odzywałam się jakąś chwilę - nie chciałam mu przeszkadzać - był tak zajęty sobą, że nie słyszał jak poruszałam się na łóżku. Emocje rosły i nie tylko emocje...

*fragment całości