2016/10/30

Szalona łódź

Siedziałam w hotelowym pokoju, a na spienionym morzu - na falach bujała się samotna szalona łódź. Dosłownie tańczyła fokstrota - tak nią miotał sztorm. Kapitan, albo był nowicjuszem na swojej łajbie - albo, za dużo rumu uderzyło mu do głowy. Skojarzyłam sobie natychmiast sytuację z czymś, co oglądałam wiele lat temu. Coś mi to przypominało.



Usiadłam w fotelu wygodniej - zamknęłam oczy a dłonie położyłam na łonie krzyżując palce. Poczułam tą łódź tak, jakbym była majtkiem - kapitan wygnał mnie do ściągania szotów i want. Pamiętam ten kabaret doskonale -  był rozweselaczem ludzi na przełomie przemian politycznych i idealnie wkomponował się w czasy - odzwierciedlając przywary ludzi - także tych z łodzi. W sumie ja też jestem Grażka z łodzi bez wioseł. Tak, jakoś wszystko układa się w jeden tematyczny wątek powiązany z marynarzami. 

Nie przez przypadek wylądowałam w Rewalu - byłam tutaj kilka razy na wczasach pod gruszą - taka forma relaksu także dla artystów z cienkim budżetem. Wydmy mnie przyciągały i te trawy. Wtapiałam się w nie i leżałam nago na kocu a słońce prażyło moją śniadą skórę. Czasy są takie, że już nikogo nie dziwi golizna na plaży - chociaż, oficjalnych miejsc nadal brakuje. - Ja, jednak miałam swoje miejsce, do którego poza słońcem nikt nie zaglądał.
 
Ale, właśnie sztorm na morzu - ja siedzę w pokoju i oczekuję na Zenka, który będąc rektorem na politechnice obiecał mi załatwić etat pod jego kierownictwem. Warunek był jeden - miałam się sprawdzić w lojalności a tą mogłam udowodnić tylko w jeden sposób - na dodatek Zenek będąc zapalonym kamerzystą chciał to wszystko nagrywać. - Wiedziałam, że gra jest warta "świeczki" - bo, ta akurat była wysokim poziomie. 

Spoglądałam na łódź miotaną wiatrem i smaganą deszczem - w myślach widziałam siebie - wijącą się na wielkim łóżku wypełnionym pościelą, gdzie prześcieradło jest takie błękitne a poduszki takie wielkie i aksamitne. Dreszcze mną targały na samą myśl o tej burzy zmysłów. 

Nie lubię kawioru jako dania podstawowego w takich okolicznościach - ale, tym razem postanowiłam nie jeść nic innego a szampan podsycał apetyt. Byłam głodna a jednocześnie chciałam smakować - lubię rozkoszować się esencją smaków przy jednoczesnym spoglądaniu na wspienione morze. Ileż, w tym ekspresji, przekazu i wysublimowanych rozkoszy - jeżeli, tylko ma to być drogą do wolności ekonomicznej. Szłam na całość. Zenek - to, nie byle kto - docent doktor habilitowany. Co, prawda jego dziedziną jest prehistoria, o której można pisać nawet bajki - to, jednak uczestnictwo w jego badaniach, pracy a nawet posługiwanie mu stawało się moim celem. Miałam dość siedzenia w domu i biegania za pracą lub ujadania do mikrofonu - jakie, to bezduszne. Stałam się przez to plastikowa lala. Miałam głos a nie miałam ciała. W sumie ciało nie jest moją mocną stroną - ale, jak każda kobieta mam prawo do swoich poglądów. Tremo nie kłamie - jak, zaczyna kłamać - to, odwracam je na jakiś czas. 

*fragment / prawa autorskie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane