2016/10/05

Jesienią... - lekcja życia

Przeżyłam w życiu wiele i wielu ludzi musiałam przeżyć - teraz pora na podsumowanie kilku faktów towarzyszących mi od wielu lat. - Znajomi? - Przeważnie ludzie nie wiedzący nic o mnie poza tym, że jak wiedzieli coś to tyle, ile ja chciałam, aby wiedzieli. 



Rodzina? - Wiele lat żyłam w związku rodzinnym opierającym się o pozory i tolerowanie wynaturzonych społecznie zachować - niedorzeczne mijanie się z napieraniem na siebie - gdy, tylko ku temu była okazja.

Przyjaciele? W sumie jedynie w kochankach widywałam przyjaciół - bo, dzieliłam z nimi moje ciało oraz czasem czas jakiś. Mężczyźni ujmowali mnie swoją prostotą konstrukcji pojmowania kobiecości - gdy, tym czasem ja jestem konstrukcją bardziej skomplikowaną niż biblijna Ewa. 

Wśród kobiet nie mam przyjaciółek i nigdy nie miałam - ale, potrafię wyłuskać swoje tyczki wokół których owijam się, jak bluszcz i czerpię z nich energię. Czasem kradłam facetów przyjaciółkom na raz - aby, udowodnić sobie i im, że trwałość małżeństwa jest złudna a ja potrafię rozwalić nawet najbardziej udane małżeństwo lub związek. Już taką mam naturę. 

Ale nagadałam się pewnego dnia do Renaty - mojej koleżanki z okresu pracy w urzędzie miasta. Wtedy prowadziłam tam kursy dla tych, którzy musieli zaliczyć pewien zakres wiedzy na wyższy poziom kariery. - Renata była asystentką a ja wykładowcą. Spędziłyśmy ponad trzy miesiące razem. Było o czym gadać. Ona pełna kompleksów rubensowska piękność buduaru a ja dojrzała i wiecznie nienasycona hiena na wszystko, co się rusza i nie ucieka na drzewo - aby, było rodzaju męskiego - chociaż przecież tak do końca nie jest to prawda - bo, w Holandii popuściłam kilka razy wodze fantazji.
 
Renata była inna - potrzebowała udowodnienia sobie, że jest kobieca, ponętna i oczywiście jedyna w swoim rodzaju. - Może i była - ale, na mnie nie robiła żadnego wrażenia. Wylałam jednak przed nią większość swoich żali do świata i oczywiście przybarwiłam to kolorem lawendowym - aby, Renacie było lżej to przełknąć, że to - co, dla niej jest tak trudne - dla mnie jest nudne. 

Przyjęłam postawę wobec bliskich bardzo neutralną. Zamykałam dostęp do siebie każdemu, kto mógłby rozszyfrować moją naturę poprzez analizę bytów realnych i mistycznych.

Październik, w sklepach rozpoczyna się okres przygotowań do sezonu świątecznego. W tym roku widać, że koniunktura spada - sklepikarze wydają więcej na reklamę a mniej zarabiają. Przyciągające uwagę witryny nie dawały powodu do optymizmu. Starzeję się - życie ucieka w szalonym tempie - nie osiągnęłam nic - dokuczyłam wielu ludziom, rozbiłam kilka małżeństw i odebrałam ojców kilkorgu dzieciom. Nie ma czym się chwalić - dranie z nich byli - ale, chciałam ich mieć dla siebie. Byli i znikali - a ja, cieszyłam się realizacją marzeń - tych malutkich - o wielkim świecie nigdy nie marzyłam - nie nadaję się do wielkiego świata blichtru i popeliny - pomimo tego, że terpentyną cuchnie mój świat - nie ocieram się o sławę. Ostatnio rozpoczęłam wyprzedaże, porobiłam czystki w szafie, sprzedałam nawet kolekcję płyt winylowych, które odziedziczyłam po ojcu opuszczającym mnie i matkę w pośpiechu.

Jakiś czas temu wyśnił mi się malutki nissan - taki lekko damski - jakby z żurnala - tylko, że nie potrafię prowadzić samochodu - nie wiem dlaczego opuściłam tą lekcję życia.
  
c.d. - w książce przygotowywanej przez Wydawnictwo Prawda 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane