Wiosna minęła tak szybko, że ręce opadają. Tomaszek nie pisał do mnie od kilku tygodni. Miły chłopaczyna, taki bawidamek - ale, ja takich uwielbiam - gdybym mu pozwoliła wylizałby mnie całą, jak czekoladę - tylko zapomina chyba, że termin przydatności już mam za sobą. - To, już pół roku, jak był u mnie. Musiałam go mieć chociaż na chwilę dla siebie - tylko dla siebie.
Mężowi wmówiłam, że mieszkanie wymaga remontu, że dekadę nic nie było robione, że ludzie mają po ludzku a u nas jak w PRL-u - malowane farbą wapienną - niby zdrowo ale może dwanaście lat ściany nie były odświeżane. Niby malarza mam pod ręką, a jednak to nie to.
Usiadłam i udając, że poszukuję firm remontowych kombinowałam, jak wmówić staremu, że remont jest niezbędny.
I tak, od słowa do słowa - stary powiedział, żebym robiła co chcę - a przecież większość życia robię co chcę i z kim chcę.
Powiedziałam, że znalazłam firmę remontującą mieszkania w przystępnej cenie - że, mam już numer telefonu i jutro zadzwonię do tej firmy. Nie było sprzeciwu.
Ucieszyło mnie to, że mogę Tomaszka lekko podstępem zaprosić do mnie, a nie gdzieś do hotelu. Plan był prosty. Dzwonię i umawiam się ze specjalistą od remontów, omawiamy wstępnie warunki i zapraszam go na przedmiar robót. Iście diabelski plan - bo, nawet sam Tomaszek nie przewidywał, jaki bardzo wiłam intrygę. Jak się zaplanowało - tak się wykonało. Mąż siedział wygodnie w fotelu a ja sięgnęłam po słuchawkę telefonu - aby, było mniej podejrzeń - wzięłam gazetę i udawałam, że numer mam z gazety. Pierwsze podejście - nikt nie odbiera, drugie podejście - nikt nie odbiera. Tomaszek nie znał mojego numeru stacjonarnego - więc zaskoczenie powinno być skuteczne - tym bardziej, że mając chrypkę mówiłam zmienionym głosem. - Za trzecim razem odebrał - lekko jakby zdziwiony - zapytał o co chodzi. Powiedziałam, że dzwonię w sprawie remontu mieszkania - a on, że terminy ma aż na rok do przodu zaklepane. Oj, to niedobrze - bo, polecił mi pana znajomy mający solarium. Gdy wypowiedziałam tajemnicze hasło - od razu zorientował się z kim rozmawia. Obawiałam się, że ktoś bliski może być obok niego - chociaż żona pracuje w zupełnie innej branży - to, nigdy nic nie wiadomo, kto w biurze u niego siedzi. - Aby, jednak rozmowa była w obecności mojego męża jak najmniej podejrzana - mówiłam jasno i wyraźnie o remoncie i konieczności zrobienia przedmiaru. Powiedziałam, że dopłacę za skrócenie czasu oczekiwania - bo, środki są zgromadzone. Wyczuwał intrygę - ale, chwycił haczyk. Uwierzył, że chodzi rzeczywiście o pilny remont a przyjaciółce się nie odmawia. Nie odmówił. Zobowiązał się przyjechać za tydzień - powiedział, że z braku rąk do pracy - będzie robił przedmiary osobiście, że ma w tym doświadczenie i nie raz już miał mi zaproponować odświeżenie mieszkania - a ja w duchu dopowiedziałam sobie - tak - potrzebuję odświeżenia.
Dwie pieczenie na jednym ogniu. Remont może taniej, albo nawet bardzo tanio - a Tomaszek pod ręką kiedy tylko będzie okazja - wykorzystam ją natychmiast.
Z mężem ustaliłam, że to ja wybieram płytki do łazienki, panele na podłogi i kolory ścian. Zostawiam jemu natomiast wybór sklepu z materiałami - aby, miał za czym jeździć - bo, nudzi mu się widocznie.
- Tydzień minął mi w podniecającym tempie. Piątek, a ja w siódmym niebie. Posprzątałam prawie jak na święta. Ale, nie wypadało mi, aby był nieporządek. W końcu zaprosiłam fachowca od remontów a taki potrafi wszędzie zaglądać i wnikliwie mierzyć. Taki układ mi pasował. Miarka, tutaj otworek, tam nisza albo podsufitka lub okap a nawet parapet. Wszystko chciałabym wymienić - ale, nie stać mnie już na wymianę wszystkiego - więc, będzie tylko lifting ogólny.
Fachowiec, jak się patrzy - nawet kask w ręku nosi - jak jakiś inżynier - a to przecież tylko fachura od fuszek zlecanych przez innych. - Mnie jednak pasuje - tym bardziej, że jego umiejętności remontowca najmniej mnie interesowały - podobno od tego miał pracowników - a mnie nie interesowali jego pracownicy - tylko on sam. Nie lubię, gdy malarzowi cieknie z pędzla a kominiarz myli komin wentylacyjny z kominem dymowym. Fachowiec, to fachowiec - ma wiedzieć co z czym się jada oraz kiedy co wypada.
*fragment całości
