Jesień - a zwłaszcza jesień życia - to, dla mnie pora na podjęcie wielu decyzji - kim być i jak żyć. Zawiesić aktywność - czy, zamienić ją na różnorodność w formie? - Oto, jest pytanie. Ostatni dzwonek w sezonie? - Czy, ostatni sezon z dzwonkiem?
Przypomniały mi się lata studiowania - tak, studiowania - bo, przecież nie studiów. Studiowałam pilnie - ale, nie koniecznie już pilnie się uczyłam.
Chłopaki mieli takie urządzenie - sex dzwoneczek. Wariaci - ale, mnie to nawet kręciło - bynajmniej byłam informowana o tym, który samiec alfa jest na tyle zdeterminowany, że oznajmia wszem i wobec o co chodzi.
Głuptaski z chłopaków myślałam. Mieli blisko dwadzieścia trzy lata a kilku więcej - nadal zachowywali się tak, jak prawiczki. Zamiast kultywować tradycje z pokolenia na pokolenie - to, wydziwiali jakieś fantasmagorie. Grzeczność nakazywała powściągliwość.
Kilka profesorek wykazywało bardzo niemoralny tryb życia. Dwie nosiły pończochy w grochy, jedna bywała w siateczkowych i czerwonych jak jarzębina butach. Jedna natomiast taka cicha woda - chodziła w garsonce, mokasynach, włosy wylokowane i obklejone lakierem do włosów tak, że tajfun by tego nie zniszczył. Męża miała docenta - wiecznie zajętego naukowca. Sama bywała podobno na salonach. Spuchnięte policzki, podkrążone oczy skrywane pod ciemnymi okularami mogły wiele powiedzieć uważnemu obserwatorowi - mnie mówiły aż nadto wiele. Wczytywałam się w pamiętniki Fanny Hill, a gdy już się udało oglądałam to na okrągło.
Fizycznie pani profesor odbiegała od przeciętności na uniwerku - nawet bardzo. Wydawała się staromodna, pachniała naftaliną od futer, które nosiła każdego sezonu od jesieni do wiosny. Niby taka nieskomplikowana - werbalnie zdradzała perwersję. Buzia się jej nie zamykała i to nie dlatego, aby szminki nie zlizywać - wręcz przeciwnie - potrafiła mówić z czubkiem języka wysuwającym się jak u węża. Syczała na studentki a chłopaków ciągała na kolokwia. Byłam zazdrosna o Pawła z trzeciego roku. Był ciągle na zajęciach dodatkowych u niej.
Przyszedł sezon prezentów, upominków, podarków, paczuszek skrywuszek i tajemniczych przesyłek. Poszłam na polowanie po sklepikach. Trafił się w sam raz dzwoneczek sezonu.
Sprzedawczyni zapakowała cudeńko w pudełeczko, serce owinęła papierem - aby, nie stukało po drodze. Wracałam do domu pełna figlarnych myśli. Paweł nawet nie domyśli się od kogo otrzymał tak cenny upominek. Unikał towarzystwa najaranych kolegów, zupełnie inny typ. - Dlatego, profesorka tak go ciągała po tych kolokwiach a on zapewne zaliczał i padał na egzaminie końcowym - bo, im więcej podejść - tym praktyka bardziej opanowana a teoria rozbudowana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane