2016/10/15

Londyńskie lądowanie


Wsiadałam do autobusu dalekobieżnego lekko podirytowana. Samolot miałam za siedem godzin a podróż autobusem na lotnisko trwała zaledwie dwie godziny. Pięć godzin na lotnisku sama. Leciałam do Londynu - tam czekał na mnie nowo poznany facet. Spotkaliśmy się na czacie. Był miły - trzy miesiące pisałam mu o swoich problemach rodzinnych, problemach ze zdrowiem matki. O sobie unikałam zwierzeń - wiedział tylko tyle - ile, według mnie powinien - czyli, nie za wiele. - Powiedziałam mu w rozmowie telefonicznej miesiąc temu, że mam trochę więcej lat niż on - co, nie zrobiło na nim wrażenia - był wdowcem a jego zmarła trzy lata temu małżonka była starsza od niego o dziesięć lat. Gdy, on kończył szkołę wojskową - ona była już docentem medycyny. 

Ja mając dwoje dzieci i wiele wątpliwości do sensu pożycia małżeńskiego - nadal szukałam, a że trafiałam różnie - to, nie trwały te związki długo. Chociaż był saper - ale, on był przyjacielem i to nie mogło się zmienić. - Sama nie wiem - może ja już mam być taką poszukiwaczką do końca życia. Stary mawia do mnie - stara, to ty nie jesteś - ale wyglądasz, jak babcia przy tych twoich bawidamkach.
 
Bolało mnie to zawsze, że mąż, który mi wiele zawdzięczał - mojej zaradności i temu, że zawsze wracam do niego - tak podle o mnie mówił mi w oczy. Ale, ja nie mam szansy na emeryturę - jedynie po nim i to tylko wtedy, gdy nie zrobi mi jakiegoś numeru - albo, ja nie kopnę w kalendarz od HIV lub innego parszywca. Zabezpieczam się na wszelkie sposoby, chodzę regularnie do ginekologa - to, kilka razy byłam na krawędzi - testy odbierałam z wisielczym nastrojem.
 
Roman miał HIV - okazało się, że zaraził się dosłownie tydzień po tym, jak spędziłam z nim weekend w Ełku. Było cudownie a nawet lepiej. Wyjechałam - rozchorowałam się na grypę - do następnego spotkania miało dojść po miesiącu - nie pojechałam. Rok potem dowiedziałam się, że on ma HIV. Byłam sparaliżowana. Wydzwaniałam do niego a jego telefon milczał. Może uważał, że zaraziłam go ja. Mijały tygodnie a ja byłam jak umierająca. Hotelowa obsługa i recepcjonistka - jednak szybko pomogli mi ustalić - co, jest co. Okazało się, że kochaś miał więcej randek w jednym miesiącu i trafił na... - nie na mnie - ale, po mnie.
 
Ja, sama byłam wiele razy niepewna swego - bo, kto to wie, co może się przytrafić - gdy, idzie się na całość kilka razy w roku.

Londyn. Czasem śnił mi się po nocach. Angielski szlifowałam całe życie, byłam w City London trzy razy w okresie nauki - ale, to tylko wycieczki turystyczne - chociaż, turystyka kojarzy mi się dzisiaj zupełnie z czymś innymi niż wówczas.
 
Rosyjski był moim drugim językiem - lecz, nie chwaliłam się nim nikomu. W domu uczyli nas rosyjskiego - korzenie rodzinne sięgały Rosji i żydowskich kupców, którzy przyjechali do Polski ponad trzysta lat temu. W sumie mam korzenie żydowskie - tylko, tego się wstydzę i ukrywam. Co prawda chrześcijanie opanowali nasze życie - wszyscy jesteśmy ochrzczeni w Kościele. Ale, u mnie z wiarą na bakier było zawsze. Rosyjski był językiem awaryjnym od pokoleń. 

Ławka w poczekalni mnie denerwowała - niewygodna, twarda - samoloty przylatywały i odlatywały. Okna panoramiczne dają tyle do myślenia. Fantazjowałam... - szkoda, że lecę do faceta nie mającego takiego samego temperamentu, jaki mam ja. Budziła się we mnie zwierzyna łowna - chciałam być upolowana a nie polować. 

*fragment całości - wkrótce w postaci książkowej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane