Siedziałam przy biurku - kreśliłam esy floresy, przedziwne wykresy - nagle, w głowie zaczęły rodzić się myśli racjonalizatorskie. Już w swoim dorobku życiowym miałam kilka udoskonaleń technicznych. Mając trzynaście lat poprawiłam pracę wiatraka produkującego energię z wiatru poprzez dynamo. Proste kilka zmian w konstrukcji płatów wiatraka, dopasowanie ich kąta ustawienia a także zwiększenie powierzchni sprawiło, że ojciec i jego koledzy wpadli w podziw dla moich pomysłów i talentów manualnych. Rączki, to ja miałam zawsze zdolne i wytrwałe.
A więc, w głowie roiły mi się myśli o pedałach do łodzi. Tak, dwa pedały. Tak, jak ma to rower wodny. Jeden pedał miałam w domu. Drugi postanowiłam zdobyć. Ten w domu - był dość stary i pochodził od roweru ojczyma. Nie wiem kiedy go przywlokłam - ale, był tak sobie - jakoś nie do końca wiem - dlaczego, zabrałam go do domu.
Aha! No, właśnie. Przecież to ten, który odkręcił się w rowerze pożyczonym od ojczyma wiele lat temu. Leżał, był sprawny i wymagał tylko towarzystwa drugiego pedała. - Na kartce pojawił się kształt łodzi widziany od góry, od prawej burty i od spodu. Tak - na nowy sezon wyposażę swoją łódź bez wioseł w wał napędowy, przekładnię, mechanizm od roweru wodnego z pedałami oraz śrubę. Nie potrzebuję wioseł - hałasują a tak po dokonaniu kilku drobnych zmian w konstrukcji łodzi - a przede wszystkim dodanie steru - moja łódź będzie napędzana pedałami i siłą moich mięśni nóg. Nogi mam silne i mocne udziska.
Plan zaczął przypominać rysunek techniczny. Zadzwoniłam do kilku koleżanek i kolegów, o których wiedziałam, że pływają jachtami, stateczkami, łodziami i kajakami. Chciałam pochwalić się pomysłem oraz zasięgnąć opinii osób bardziej doświadczonych w grupowym myśleniu. Okazali się niezastąpieni. Zaczęli sami dzwonić przez kilka kolejnych dni - to, zaczęło przypominać ideę zbudowania statku kosmicznego lub czegoś podobnego. A mnie chodziło o zamontowanie jednego padała po prawej a drugiego po lewej stronie mechanizmu przekładniowego napędzającego wał i śrubę. Pomysł okazał się inspirujący dla tak wielu osób, że sama dziwiłam się temu, iż jedna kartka i ołówek mogą poruszyć tak wiele osób pływających z wiosłami i bez wioseł.
Moja łódź stała w żaglowni, szczelnie zapakowana - korciło mnie do pojechania tam i dokonania dokładnych pomiarów łodzi - aby, jak najszybciej rozmawiać z mechanikiem, ślusarzem a nawet kowalem, który miał utwardzić elementy.
Drugi pedał otrzymałam od sklepikarza, który zareagował na rozmowę moich znajomych w sklepie ze sprzętem sportowym. Dostałam w dumie pięć pedałów. Pomyślałam sobie - po co mi tyle pedałów - ale, od przybytku głowa nie boli - a nie boli też nic innego. Zwłaszcza mnie. Odporna jestem na pedałowanie - rowerem przejechałam połowę wojewódzkich i powiatowych dróg i ścieżek wszelakich.
Rodziły się plany, wyjazd do żaglowni był koniecznością - lecz żaglownia poza sezonem zamknięta, opieczętowana lakiem z referentką. Jedynym dobrym pomysłem był kontakt z Saperem, który po sezonie odpoczywał z rodziną w domu. - Siedziałam i rozmyślałam. Telefon do Sapera może być ryzykowny - bo, facet ma rodzinę i dzieci - chce odpocząć po miesiącach spędzonych poza domem. Nie wiedziałam co robić. Nowy sezon w łodzi bez wioseł ale z pedałami - kusiło mnie to tak bardzo, że nie mogłam spać kilka nocy spokojnie.
Odważyłam się. Telefon do Sapera przyniósł rezultat. - Zachował się tak, jakby oczekiwał, że się w końcu odezwę. Opowiedziałam mu wszystko spokojnie. Zachwycił się moim pomysłem. Powiedział, że jak tyle lat zajmuje się żaglownią - nigdy nie widział " szaleńca" pływającego w łodzi bez wioseł - ale, tym bardziej w łodzi z pedałami. Wiosła odeszły jakoś do lamusa. Trzy godziny męczyłam go opowiadaniem i pytaniami, które nadal nastręczały mi niepewności. Powstał też pomysł ulokowania specjalnego parasola dającego w słoneczne dni odrobinę cienia nad łodzią. Dopiero teraz zaczęłam myśleć o tym, że moja łódź to nie byle łupina ale wielka łódź. Liczę - ile, to metrów kwadratowych powierzchni dna i dookoła burt i rufy. Wyszperałam jakieś plany.
Wszystko się zgadza - łódź wędkarska bardzo przypominająca moją - nie będzie więc problemu z adaptacją jej na mechanizm przekładniowy, pedały i wał napędowy ze śrubą.
Silnik? Jestem przeciwnikiem hałasu nad wodą - dlatego, mój plan wydaje się rewelacyjny. Pedały. Polubiłam ich pracowitość i wytrwałość. Takie niecodzienne a jednocześnie akceptowane przeze mnie uwolnienie emocji. Wychowałam się przecież w tolerancji do tradycji.
Saper milczał kilka dni - planował, jak urwać się żonie po sezonie. W żaglowni zimno - ja planowałam spędzić weekend przy robieniu pomiarów łodzi i poszukiwaniu inspiracji do realizacji tego planu. Saper w końcu zadzwonił. Wszystko dograne. Załatwił klucze od domku kempingowego ocieplanego z elektrycznym ogrzewaniem - taki z pięterkiem, trzema pokojami, łazienką i prysznicem z podgrzewaczem wody. - Byłam uradowana, że do wiosny moja łódź będzie gotowa do sezonu a pedały w końcu będą miały swoje miejsce w mojej łodzi.
Za dwa tygodnie - usłyszałam w słuchawce. Słowa Sapera brzmiały intrygująco. W końcu znaliśmy się dość długo - aby, bez skrępowania przebywać w jednym domku przez jeden weekend - tym bardziej, że w okolicy nie będzie tłumów plotkujących, że Saper ma nowe "koło ratunkowe". Cholernicy ci ludzie - potrafią każdemu przypiąć łatkę dziwkarza i każdej porządnej takiej - jak, ja przykleić niewidoczną naklejkę łatawicy. - Wcale nie uważam się i nigdy nie uważałam za puszczalską - ot, życie i co tutaj mówić lub pisać więcej. To moja sprawa.
Zbliżał się termin wyjazdu nad jezioro. Saper milczał - bałam się, że się rozmyślił a moje plany z łodzią spalą na panewce do wiosny. - Jednak, słowo Sapera warte raków i szczupaków. Dzień wcześniej jest telefon. - Podjadę po ciebie - powiedział przez telefon. - Jak to? Przecież, ty jedziesz od południa a ja od północy. - To, co? - Powiedział. To, tylko 80 km a jadę swoim kombi - zapakuję przy okazji trochę sprzętu do żaglowni - u ciebie dokupię smaru i wazeliny technicznej - akumulatory potrzebują nasmarowania biegunów.
Dobrze. Zgodziłam się na wszystko - a wazelina może się przydać - pomyślałam nie mówiąc o tym Saperowi. W końcu weekend pracy nas czeka - nie wiadomo co może się wydarzyć ...
*fragment całości - objęty prawami autorskimi