Byłam już na wielu spotkaniach klasowych - ale, od kilku lat nie spotkałam tam nawet jednego kolegi, który w przeszłości wzbudzałby we mnie podniecenie. Byli tacy nijacy. Jako kobieta z klasą - bo, tak zawsze o sobie myślałam - postanowiłam obserwować. Nic mi tak dobrze nie wychodziło, jak obserwowanie i "łowienie". Tym razem spotkanie odbywało się w podmiejskim hotelu i zaplanowane było na cały weekend. Pasowało mi to - bo, miałam tyle wolnego czasu, że nic tylko jeździć na takie imprezy.
Sześć lat minęło od czasu, jak poprzez portal internetowy skrzyknęło się kilka osób. Warunek był jeden - przyjeżdżamy bez partnerów życiowych - aby, atmosfera była radosna i bez napięć. Wtedy byłam wściekła sama na siebie. Dwa dni i jedna noc - a ja, jak kukła - z nikim wieczorem nie wyszłam na spacer - a było ciepło i inni spacerowali sobie - nawet widziałam, jak się całowali - dawne sympatie. Było minęło. - To sześć lat temu. Od tego czasu i ja się zmieniłam. Zaczęłam chętniej zakładać bieliznę erotyczną - nawet idąc na korepetycje zakładałam koronkowe co nieco. Po tym, jak dzieci podrosły, mąż był w Stanach - a ja byłam wolna - zaczęłam w sobie rozpalać tą Grażkę sprzed wielu lat, gdy wtulona w poduszkę wysłuchiwałam jęczenia, stękania i mruczenia matki i ojczyma. - Cierpiałam katusze - noce miałam zawalone, a nie było do kogo zadzwonić. Spałam z ręcznikiem frotte - tak, to przeżywałam. - Czasem, rano chodziłam wściekła na matkę - ojczym wtedy mi dogadywał i był upierdliwy. Tak upierdliwy - obmacywał mnie przy byle okazji. Stary pryk ciągle się przystawiał do mnie. Byłam wściekła na niego. - Pamiętam, jak nasypałam mu soli do cukru i wymieszałam. Pił tak herbatę i kawę jakiś czas. Zrobiłam proporcje 8:2 - aby, za szybko nie skojarzył - powiadał do matki - coś ten cukier mało słodki ostatnio - i musiał słodzić więcej, a to powodowało, że herbata lub kawa była bardziej słona. Zorientował się po jakimś czasie - ale, ja zwaliłam to wszystko na sklepikarzy handlujących podrabianym cukrem. Załapał to kłamstwo bez zastrzeżeń - przeklinał nawet na sklepikarza.
Było minęło.
Impreza rozkręcała się w trybie błyskawicznym. Dawna przyzwoitka wszystkich koleżanek zaczęła "taniec pingwina na szkle" - weszła na parkiet i zaczęła coś między mambo a jive - trudno było na to patrzeć a jeszcze trudniej siedzieć z boku, jak ofiara losu nie chciana przez nawet nieudacznika.
Ale, koniec końców - to, moja impreza i to ja byłam szefową w klasie. Postanowiłam, że tym razem - to, ja a nie inna koleżanka - postawię imprezę na wyższych obrotach. Parkiet nie był moją mocną stroną - ale, od czego jest fantazja. Zaczęłam rozglądać się po sali. Faceci, którzy patrzyli na mnie - nie sprawiali na mnie żadnego wrażenia - byli jakby za starzy. Obsługę kateringową robili kelnerzy - jeden był w moim guście. Miał zapewne trzydzieści lat - nie więcej. Wysoki nie był - ale, opalony i dobrze zbudowany. Zlustrowałam jego wygląd, jak chodzi - spodnie miał dość opięte i widać było, że ma stringi męskie - z przodu przyrodzenie miał - jak napompowane. Nie umknęło to mojemu oku.
Imprezy po latach mają sens - bez mężów i żon. Tak zakładałam. Ja, nie miałam z tym problemu. Mój mąż był w Stanach - dzieci natomiast samodzielne na tyle, aby zostawiać je w naszym mieszkaniu bez nadzoru. Nawet nie wiedzieli, gdzie jestem - powiedziałam, że jadę na szkolenie dla tłumaczy.
c.d.n.
