2016/07/22

Widzieć brzeg i nie móc dopłynąć

Brzeg przybliżał się i oddalał, fale bujały łodzią i moją fantazją, którą pobudzała żądza zemsty na mężu, który wziął mnie siłą prawie na oczach mojej matki. Nie stawiałam oporów - byłam uległa - tak wychowała mnie matka, które ulegała wcześniej wiele lat mojemu ojcu.


Nie było we mnie na mojej łodzi już własnego ja - tylko, nienawiść do ojca i pragnienie zemsty na mężu. 

Siedziałam sama w pustym pokoju - kreśląc ołówkiem w notatniku łódź na wzburzonych falach obmywających burty z kurzu, jaki pozostawiły lata spędzone samotnie w pokoju między stosami papierów do tłumaczenia. Nie mam ukończonych studiów, jak to jest wskazane - studiowałam bardziej dla matki i męża - starszego o dwanaście lat dewianta zaspokajającego się zapachem terpentyny, co wpływało na fakt dokonywanych na mnie gwałtów. Nie całował mnie nigdy - brutalnie rzucał mnie na tapczan odziedziczony po rodzicach, który pamiętał więcej niż nie jeden mebel w alkowie kurtyzany. 

Chyba, nawet upodobałam sobie typ kobiety uległej a zarazem wygodnej. Późniejsze dzieje mojego życia jednoznacznie wskazują na fakt urodzenia się tylko w jednym celu. Ten cel nadal był przede mną - ale, brnęłam do niego po wielu męskich typach, co nauczyło mnie sadyzmu do płci przeciwnej. W końcu w genach miałam południowe cechy a urodą przypominałam bardziej Hiszpankę niż Polkę, co wielokrotnie stawało się niedorzeczną pomyłką, gdy odwiedzałam południe Europy, gdzie mężczyźni brali mnie za kobietę niedostępną. - Ja, tym czasem pragnęłam słowiańskiej fantazji w każdej sytuacji. 

Ołówek starł się - a temperówka leżała na półce, do której dzieliło mnie blisko dwa metry. Za daleko dla kobiety wyzutej z obowiązków. - Rozcierałam palcem po kartce to, co wcześniej namalowałam. Cieszyłam się wolnością, której nie miałam. 

Zniewoliłam się krzywdząc ludzi wyuzdaną fantazją do konfabulowania. Nie ma we mnie już nic z nastolatki przed maturą, która wprowadziła mnie w świat artystycznego wyuzdania i przebiegłości. 

Richard malował bardzo często moje akty. Wylegiwałam się na plaży a on marnował tempery na nieudane próby oddania mojej południowej urody. Za blado, za czerwono, za słodko - nie potrafiłam odzwierciedlać jego potrzeb. Różnica wieku sprawiała, że ulegałam mężowi, tak jakbym ulegała klientowi burdelu. On mnie traktował zawsze jak towar nabyty od mojej matki, która pozbyła się ciężaru z domu. Byłam przybita i wzrastało we mnie wyrachowanie na pewne niegodziwe zachowanie. Przybierałam wobec mężczyzn kilka twarzy - w końcu stałam się "człowiekiem zza klawiatury". - Kilka koleżanek robiło to samo - chociaż, mało kiedy dzieliły się opowiadaniami ze mną. Każda przecież wiedziała - dlaczego, to robi i jaki ma w tym cel. - Komputer pozwalał mi na zachowanie anonimowości a dialogi przez komunikator nakręcały mężczyzn płacących mi za to, że ich podniecałam głosem. - Byłam w końcu lektorem języka angielskiego - pożądali mnie nie widząc nawet kim jestem. - Dla nich byłam atrakcyjna, młoda i pachnąca. W rzeczywistości skrywałam starość, która mnie dopadła nim rozkwitłam. 

Stare nawyki nie uległy zmianom. Kiedyś uwodziłam dając anonse w gazetach. Mężczyźni opłacali mi telefon, rachunki za prąd, podróże i hotele w całej Europie. 

Nie krzywdziłam tylko siebie. Wrażliwa na ból fizyczny starałam się atakować niż być atakowana. - W pewnym momencie siedzenia ciągle w pokoju pomalowanym na mocno lawendowy kolor z sufitem w kolorze czekoladowym - stwierdziłam, że nie ma dookoła mnie życia. Jedynym życiem byłam ja - pustelnica i niewolnica pana męża, którego mogłam zdradzać a on i tak nie robił sobie z tego żadnych wyrzutów. Był dla mnie egzekutorem jego rachunków, na które ja musiałam zapracować w każdy możliwy sposób. Zarabiałam a właściwie dorabiałam poznając kolejnych mężczyzn w sieci internetowej. - Stałam się w tym mistrzynią, zakładałam konta internetowe szybciej niż zmieniałam bieliznę, którą nosiłam tylko wychodząc w sprawach urzędowych. 

Nigdy nie kupiłam samochodu, który wydawał mi się zbędnym w sytuacji, gdy to kochankowie podjeżdżali po mnie w umówione miejsca. 

Stawałam się profesjonalistką mając już po pięćdziesiątce. Szaleństwa dopiero przede mną - kartka stała się zamalowana w całości. Łódź bez wioseł płynęła moją wyobraźnią wiosła zastąpił mi wiatr wiejący z kierunku dolnośląskiego zagłębia poniemieckiego, gdzie poznałam wiele lat młodszego ponownie mężczyznę, który sprawiał, że czułam żądzę krwi a noce spędzałam na pieszczocie pełnej fantazji. Nigdy nie wychodzę z wprawy. Tego nauczałam się do perfekcji. Automatyzm gry samej ze sobą doprowadzał mnie do szału.

Stanęłam przed lustrem a ono ukazało mi roztrzaskaną o skały łódź, która nawet dulki już straciła. Popłakałam się wycierając łzy podarowaną przez babcię chusteczką o lawendowym kolorze, który stał się moim kolorem bezsensu. 

Wtłaczałam w siebie pragnienia nie do spełnienia. Nie jestem już młoda ani powabna. Sprytem i latami doświadczeń nadrabiałam brak atrakcyjności fizycznej. 

Walczyłam z obecnością męża za ścianą i wiecznie chorego na nic syna, który przypominał mi, że gwałt jest odzwierciedleniem nienawiści do nieudaczników wyglądających bardziej, jak rozjechany kret - niż szynszyla na salonach. 

Stwierdziłam brak w sobie pokory do życia. Każdy dzień stawiałam jako ostatni do puli. To, czy rozdanie wygram ja, czy los - decydowało się zawsze po północy. - Sypiałam wtedy do południa. Dzisiaj wstaję wcześnie, aby sprawdzić komu mogę jeszcze dokuczyć nim słońce uniesie się ku zenitowi.