W końcu się udało - pierwszy raz od piętnastu lat od stanięcia na ślubnym kobiercu - mój luby zarobił pieniądze, które pozwoliły mu na odrobinę szaleństwa. - Jak nigdy wcześniej wziął mnie na zakupy do wytwornych salonów miasta, w którym produkcja odzieży i wszystkiego do ubrania była powszechna na tyle, że trudno było określić - czy, jest to miasto producentów a może handlowców. - Jakby nie pisać i nie mówić - poczułam się doceniona za wszystkie lata wyrzeczeń. Dostał jakieś stypendium dla artystów, albo coś takiego - nigdy nie pojmowałam jego świata finansów - i zawsze byłam skazana na własną inwencję w "pozyskaniu" kapitału na lepsze życie niż gwarantował mi mój mąż.
Powiedział - dzisiaj spełnię twoje marzenie jedno o ciuchu. - Podskoczyłam do góry. Wiedział, że go zdradzałam, wiedział także o tym, że nawet - jak, go nie zdradzałam - to, nie byłam mu wierna duchem - bo, ciągle lawirowałam w świecie fantazji.
Ale, dobrze. - Stanęliśmy na schodach salonu z paltami i futrami. Palto? Bywają ładne - jedno mam - co, prawda kilka lat w nich się toczę od spotkania do spotkania - dobrze, że trafiam na ludzi, którzy mnie nie znają - bo, wtedy mogę spokojnie udawać, że dostałam paltko w prezencie miesiąc temu. - Schody prowadziły na piętro - a tam, oczom nie dowierzałam - prawdziwe futra. Było piękne panterkowe - ale, chyba nie z pantery - tylko czegoś podobnego. Nie stać mnie było na futro markowe i drogie - na tanie polowałam od dawna. Hiena ze mnie - bo, mąż określił wysokość mojego budżetu na zakupy na sześćdziesiąt pięć tysięcy złotych. Za tyle - to, mogłam kupić używaną wołgę albo forda - a on postanowił wydać na mnie tyle kasy. - Wietrzyłam w tym jakiś podstęp - jestem nieufna i przebiegła - ale, czasem gubię się w swoich zapalczywych marzeniach.
Zakładałam futro w przymierzalni i przestraszyłam się własnych myśli - ja, futro i moja łódź bez wioseł. - Nie pasowało mi to wszystko do siebie. Albo pozostaję sobą, albo kreuję się na damę - ale, z tą kreacją bywa różnie. - Wydawało mi się. że ciągle mnie widzą moi znajomi źle ubraną - jak, tutaj się ubrać lepiej, gdy blok to nie jest miejsce na wolną miłość a co dopiero na futra.
Zakładałam futro w przymierzalni i przestraszyłam się własnych myśli - ja, futro i moja łódź bez wioseł. - Nie pasowało mi to wszystko do siebie. Albo pozostaję sobą, albo kreuję się na damę - ale, z tą kreacją bywa różnie. - Wydawało mi się. że ciągle mnie widzą moi znajomi źle ubraną - jak, tutaj się ubrać lepiej, gdy blok to nie jest miejsce na wolną miłość a co dopiero na futra.
Jedno futro, drugie i tak kilka po kolei. - Pamiętam, jak około rok wcześniej bojkotowali ten sklep grupy obrońców zwierząt. Anna i jej koleżanki robiły na tym swoje kokosy - bojkot był planowany i ustawiony na to, że właściciele sklepów wypłacali spore "odczepne" - aby, tylko nie manifestować przed ich sklepami.
Dlatego, chwilami czułam się w sklepie z futrami jakoś nie bardzo u siebie. No - ale, sprawa się rypła i futro mogę mieć. Modne były szynszylowe i takie sobie sprawiłam - chociaż, podobało mi się także futro z hieny - pasowałoby mi do wszystkiego.
