Odkąd pamiętam - krojenie cebuli sprawiało mi ból - ale, zawsze przychodziło do momentu, kiedy do czegoś potrzebna była cebula pokrojona w drobniutko - wtedy byłam niezastąpiona. Tak, też nabrałam wprawy i odporności - nawet jedna łezka nie pociekła mi z oczu. Kiedyś było inaczej. Zapałki w ustach, gogle na oczach, mokra ściereczka na głowie a nawet wiatraczek gdzieś z tyłu - aby, tylko nie płakać przy krojeniu cebuli.
Jakiś czas temu wpadłam na pomysł robienia złośliwości tym, którzy nie pasują do mojego schematu życia. Taką osobą była teściowa - bo, teść był nawet znośny. - Gdy, tylko teściowa zrobiła zapowiedź wizyty u kochanego synalka, czyli mojego męża - od razu wpadałam w szaleńczy nastrój zionący cebulowym odorem. Ja w sumie nawet lubię cebulę a zwłaszcza taką zeszkloną na masełku - jednak tylko ja w tym domu pełnym kontrastów. - Córka nie tylko nie lubiła - ale, nawet wzdrygała się na myśl o zjedzeniu czegoś z cebulą. - To, właśnie ona była tym ogniwem łączącym mnie z teściową najbardziej - bo, babcia wnusię kochała bardziej niż nas wszystkich razem wziętych.
Obrałam siedem dorodnych białych cebul i trzy czerwone. Wszystkie szły pod nóż. Siekanie cebuli nożem jest najkorzystniejsze dla pozostawienia jej smaku - tak mi powiedział przyjaciel kucharz z pobliskiej restauracji. Nie jakaś maszynka, jakieś szatkownice i temu podobne urządzenia.
Teściowa nigdy nie przyszła wcześniej na proszony obiad niż kwadrans przed czasem. Taka sobie cwana istotka, która nie tylko wygodami żyła - ale, dokuczaniem mi na każdym kroku. Po pierwsze przychodziła zawsze wyperfumowana tak bardzo, że w naszym skromnym mieszkaniu nie pozostawało nic neutralnego - aby, uciec od jej zapachu. Nawet kilka godzin po wyjściu - wszędzie było pełno jej obecności. Ohydne było to, że potrafiła położyć się niby to z powodu migreny na naszą wersalkę, która pełniła wiele lat funkcję łoża małżeńskiego - ale, nie tylko - bo, przecież to na tej wersalce pierwszy raz zdradziłam męża. Chyba, oba te wizerunki wersalki gryzły się w mojej wyobraźni. Na jedno emocjonujące wspomnienia chwil uniesienia a na drugie beznadziejne skojarzenia z teściową. Nie było na to rady - wersalka musiała pozostać - bo, dość wygodna i ładna a kupiona na wiele lat w sklepie z niemieckimi meblami.
Po drugie - nigdy nie została do kolacji - chociażby, aby pomóc posprzątać po wystawnym obiedzie. Zmywarka nie załatwiała wszystkiego a moje paznokcie cierpiały na zmywaniu najbardziej.
Cebuli ubywało. Siekałam w kosteczkę najpierw białą a potem czerwoną - każdą oddzielnie wkładając do ceramicznych miseczek, gdyż tylko takie nie pochłaniały trudnego do pozbycia się zapachu cebuli. Czerwona jest łagodniejsza, ale barwi wszystko dość mocno - więc, była w czerwonej miseczce, biała w białej,
O mało nie sieknęłam sobie paznokcia. Noże ostrzy mi rzeźnik - więc, są zawsze jak brzytwa. To, on także przynosi mi mięso na obiady raz w tygodniu. Z nim nie mam uregulowanych kilka takich transakcji. Przyniósł sporo cielęciny i wołowiny - a ja nie miałam tyle pieniędzy - powiedział, że jakoś się przecież policzymy. No, tak - jakoś - tylko, jakoś nie miałam odwagi mu powiedzieć - jak, możemy się policzyć. Długo się nad tym zastanawiałam - ale, w końcu trzeba będzie albo zapłacić około trzysta złotych albo... - o tym także myślę od kilku dni - bo, to miły facet i taki wielki - a ja lubię facetów postawnych - rzeźnik ma jeszcze takie wielkie dłonie i mięsiste palce. Wiele mi to podsuwało w wyobraźni. Teraz skupić się muszę na tym, aby nie poobcinać sobie palców tym nożem naostrzonym przez rzeźnika.
*fragment całości - chroniony prawami autorskimi
