2017/07/05

Między aligatorami

Wydawało się, że nic mnie nie zaskoczy, że każda moja intryga ujdzie mi na sucho. Ale, tylko mi się wydawało. Wpłynęłam tą swoją łupiną bez wioseł na terytorium aligatora, który pilnował rewiru, gdzie bawiło jego młode aligatorzątko. Byłam pewna siebie a nawet lekkomyślnie uważałam, że jestem panią i władczynią sytuacji - pewność samej siebie rozsadzała mi cycki w gorsecie. - Aligator wyczuł, że jestem na jego terytorium intruzem. Jego korpus wtopił się w całości w wodę. Zamarłam ze strachu, że naruszając mir tego miejsca skalałam świątynię pradziejów swoją pazernością na przygodę. - Mijały sekundy a może nawet minuty - każde uderzenie fali o burtę łodzi przyprawiało mnie o palpitację i tak schorowanego serca, które bez lekarstw nie funkcjonowało. Sięgnęłam do kieszonki po tranquillizer - połknęłam dwie tabletki. Nie wiem - ile, to trwało. Wiem natomiast, że zdawałam sobie sprawę, że nie powinnam zakłócać spokoju tego miejsca swoją łodzią i samą sobą. 


 
Sześć metrów - tyle około mógł mierzyć osobnik, który znikł w odmętach brunatnej wody. Cisza dookoła a na brzegu wylegiwał się młody aligator, który wcale nie patrzył na mnie, jak na osobnika akceptowanego w tym środowisku.

Aligator przyglądał mi się z kilku metrów, wyczuwał doskonale, że jestem przypadkowo na jego terytorium, że zamierzałam tylko popływać po tym akwenie. Nie ukrywam, że liczyłam także na jakiś łup, który zabrałabym ze sobą jako trofeum wypadowe. Zbierałam już wiele przedmiotów - nawet prezerwatywy zapachowe i ekskluzywne inne gadżety z połowy świata. Jednak spotkanie z aligatorem, suwerenem na jego terytorium przy mojej pazerności na emocje - było zdecydowanie nieodpowiednim zachowaniem z mojej strony. Wiedziałam, że robię źle, że niepokoję system swoją płciowością. A woda bulgotała, jakby w wodzie było stado aligatorów - a feromony ze mnie parowały tak bardzo, że zleciało się stado moskitów - dobrze, że nie muchy - ale, o mało i do tego by doszło - bo, poczułam dyskomfort pod siedzeniem. 

Spokojny, a nawet stoicki aligator robił swoje - nie pokazywał się zbyt często - ale, nieustannie czułam jego obecność. Nie lubił zapewne agresorów na jego terenie. Nie ma co się dziwić - bo, nie wiele jest ludzi tak bardzo natrętnych, jak ja. To, przez wieczne poczucie rui. On też czuł, że jestem w trakcie okresu, kiedy nie panuję nad sobą. Najlepsze lata za mną - wtedy aligatory nie były mi w głowie i zwiedzanie - polowałam na młode kajmany. - Z aligatorem nie taka prosta sprawa - prawdziwy obserwator i wojownik o własne rewiry. Tym bardziej, że w jego zasięgu dostrzegłam wspaniałą samicę - pełną dostojności. Dopiero po jakimś czasie ją zauważyłam - wcześniej nie zwracała na siebie mojej uwagi. Poczułam się intruzem na całej linii. Nijak mi jednak było wracać bez żadnego trofeum. Podpłynęłam do łachy i wbiłam żerdź w piach. Łódź zatrzymała się na chwilę - nie mogłam w tym miejscu opuścić śruby napędowej ani uruchomić silnika. Postanowiłam przeczekać. Lekarstwo na uspokojenie zrobiło swoje. Normalnie w takiej sytuacji bez medycyny byłabym chyba martwa z wrażenia.

Aligatory oddaliły się od łachy i popłynęły pozostawiając za sobą smugę na wodzie - nadleciały muchy... co ja zrobiłam!

*fragment całości - objęty prawami autorskimi


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane