2017/08/25

Poddupniki w łodzi

W lipcu, jak to w lipcu - gorąco niemiłosiernie. Paweł pojechał na kolejne szkolenie. Już nie wyrabiam z tymi jego szkoleniami co weekend. Pracuje od wtorku do piątku - ale, od kwartału każdy weekend porywają go jacyś specjaliści od budowania marki. - Tak, jakby marka była ważniejsza ode mnie. - Paweł na szkoleniu pod Włocławkiem a ja sama nad jeziorem. Łódź bez wioseł - nawet pozbyłam się na ten weekend parasola i silnika. Przycumowałam na łódź do nabrzeża dosłownie dwie minuty od żaglowni. Pomost blisko - widoki interesujące ale spokojnie - turystów wywiało nad morze oraz w Tatry. Miałam pojechać i ja w góry - ale, zabrakło tym czasem czasu - przybywająca ilość pracy ogranicza mi od dwóch lat swobody. 



Paweł zaliczył doktorat. Nie wiem, jak to robi - ale, on nie uczy się wcale a nawet wydaje mi się, że ktoś mu to załatwia. Jego układy, jego życie. Ja jestem tylko dodatkiem do wszystkiego - chociaż, to jego pogląd. - Ja uznałam, że to on jest dodatkiem do mojego życia - przecież nie jest pierwszy i nie jest ostatni. - Zapewne znajdzie sobie piękną pannę z doktoratem i razem podbiją swój świat nauki. Nie zazdroszczę takim młodym pannom - są jak głupie gęsi - nie potrafią docenić zmęczonego młodego mężczyzny - wyssałyby takiego, jak pestkę z czereśni. - Młode i wymagające - zwracają uwagę na wszystko - tylko nie na czas wolny. Ich czas wolny jest spaniem między jednym a drugim szkoleniem. A te szkolenia, och - te ich szkolenia, te bankiety, te wieczorki zapoznawcze.

Ja, tym czasem doskonaliłam łódź - dostałam od kombajnisty z okolicy - dwa krzesełka obracane. Wymontował je z jakiej maszymy rolniczej. Metalowe - ale, ładnie pomalowane i te siedziska wyprofilowane - plastikowe co prawda - ale, to przecież w sam raz na moją łódź.  

Takie dwa poddupniki w łodzi - wygląda teraz tak, jak wojskowa amfibia. Wojskowa - ach, to wojsko - gdybym tylko mogła - to, przyciągnęłabym tutaj cały pluton żołnierzy - aby, skakali z tego pomostu do wody - a ja bym patrzyła i tak patrzyła - a oni by skakali i nurkowali - podpływali i zagadywali - a ja bym ich odpędzała dogadywaniem - a oni by skamlali. 

Do żaglowni miałam klucz... a tam piwo w lodówce. Trzy wareckie - na cały weekend. Chyba, że jednak trafi się wieczorem jakieś towarzystwo. - Ostatniego wieczoru komarulce kąsały mnie w siedzisko - jakby wyczuwały, że jeszcze we mnie krąży gorąca krew. 

Osiemnasta. Cisza - ale, co jakiś czas mija mnie samotny wędkarz - uśmiechnie się taki i idzie dałej - moczyć kija. - Odczekam tak do zmroku - podejdę, zagadam, piwem poczęstuję - fajnie, jak chociaż jeden zaplanował nocne moczenie kija. 

c.d.n. 

*fragment całości - objęty prawami autorskimi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane